Brudne sprawki oczyszczalni

0
411

oczyszczalnia

Nawarstwiają się nieprawidłowości związane z budową oczyszczalni i kanalizacji dla aglomeracji Szprotawa. Czy to już koniec „oczyszczalniowych” niespodzianek i inwestycja ruszy wreszcie z kopyta?

Kwestia budowy oczyszczalni i kanalizacji ciągnie się już 10 lat. Realizacja tej najważniejszej dla miasta i gminy inwestycji planowana była od 2002 roku. Wówczas wartość projektu, który miał być realizowany na przestrzeni 2007-2010 roku mieściła się w kwocie ok. 55 mln zł, a uzyskanie decyzji o dofinansowanie na poziomie 85% kosztów kwalifikowanych projektu, wydawało się być tylko formalnością. Jednak już wtedy pojawiły się pierwsze problemy. Co prawda ówczesna władza podpisała umowę z niemieckim partnerem, jednak dość szybko wyszło na jaw, że była ona niekorzystna i bezprawnie zawarta. Wyrokiem Sądu Okręgowego w Zielonej Górze z dnia 29 września 2003 roku, nastąpiło rozwiązanie Spółki Wodno-Ściekowej i wyznaczenie jej Likwidatora.

 

Powrót do przyszłości

Sprawa toczy się dalej, będąc wciąż priorytetowym zadaniem dla gminy i miasta. Kolejni burmistrzowie i kolejne Rady borykają się z wieloma przeciwnościami. A że inwestycja musi zostać zrealizowana, nie budzi żadnych wątpliwości. I to nie tylko z uwagi na fakt, że Szprotawa jest jednym z nielicznych miast w Polsce, która jej nie posiadają. Najgorsze jest widmo nakładania przez Unię kolosalnych kar za odprowadzanie ścieków do rzeki. Gmina musi z zadaniem uporać się do 2015 roku. W przeciwnym razie, po tym terminie, grzywna wyniesie aż 200 tys. miesięcznie.

Wciąż pod górkę

Tymczasem wydawać by się mogło, że gmina dopięła swego i realizacja inwestycji doczeka się wreszcie szczęśliwego rozpoczęcia. Niby większość formalności zostało pozytywnie załatwionych, a tu niespodzianki. Najpierw, podpisana umowa przez byłego burmistrza miasta, Franiczka Sitko, tuż przed jego ustąpieniem z urzędu, wzbudziła zastrzeżenia. Wątpliwości dotyczą procedury przetargowej, a sprawę obecnie bada CBA. Ale na tym nie koniec, bo z uwagi na zaistniałą sytuację, gmina może stracić sporą część dofinansowania. W najgorszym scenariuszu ma to być kwota 13 mln zł., co w praktyce oznaczać będzie potrzebę zwiększenia wkładu własnego gminy, który już teraz sięga 39 mln zł. W międzyczasie okazało się również, że zespołem realizującym projekt nie może kierować Franciszek Sitko, były burmistrz a obecny radny, bo jest to niezgodne z prawem. Decyzją Rady Miejskiej z 29 grudnia 2011 r. został odwołany z pełnienia tej funkcji. Na jego miejsce w lutym tego roku „wskoczył” obecny włodarz, Józef Rubacha.

Wzajemne oskarżenia

31 stycznia do Prokuratury wpłynęło pismo z uzasadnionym podejrzeniem popełnienia przestępstwa, a właściwie przekroczenia uprawnień lub przestępstwa o charakterze korupcyjnym. Zastrzeżenia Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych dotyczyły wygórowanych zdaniem Urzędu wymagań wobec przyszłych wykonawców tej inwestycji. – Można tutaj się spierać, czy gmina mogła złagodzić te wymagania i narazić się na wybór firmy, która zaproponowałaby niższą cenę, firmie która nie jest doświadczona ani przygotowana do tak poważnej inwestycji – mówi F. Sitko. Były to zastrzeżenia, a w odpowiedzi na pismo burmistrza Rubachy do Prezesa z Urzędu, w którym domagał się zmiany stanowiska lub wystąpienia do sądu o unieważnienie przetargu Prezes wyjaśnił w informacji o wyniku kontroli, w której wskazano, że wymieniane naruszenie mogło mieć wpływ na wynik przedmiotowego postępowania. „Nie możliwa jest jednak weryfikacja, że miało ono rzeczywisty wpływ na wynik, co jest niezbędną przesłanką nieważności umowy. Wobec powyższego, nie zachodzą przesłanki do wystąpienia do sądu o stwierdzenie nieważności umowy ani tez weryfikacji stanowiska Prezesa”. To stanowisko sformułował Departament Kontroli Zamówień Współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej. Zdaniem Sitki burmistrz powołuje się na te zastrzeżenia i mówi, ze może nastąpić zmniejszenie dotacji. – Na podstawie czego? – pyta F. Sitko. Zmniejszenie dotacji zgodnie z zawartą umową musiałoby nastąpić w wyniku podjętej decyzji, a decyzja taka podlega zaskarżeniu w sądzie. Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska w związku ze stanowiskiem Departamentu, takiej decyzji nie wyda, bo ta byłaby natychmiast zaskarżana.

Machlojki wykonawcy?

Podczas ostatnie sesji (30 marca) na jaw wyszły kolejne nieprawidłowości. Umowę na 97 mln zł na kompleksowe rozwiązanie gospodarki wodno-ściekowej w Szprotawie, po wygranym przetargu gmina podpisała z Zakładem Ogólnobudowlanym ZBOIS z Krakowa. Jak się jednak okazało, przed paroma dniami do urzędu wpłynęło pismo z którego wynika, że wykonawca praktycznie wszystkie prace przekazał podwykonawcy, firmie Hydrobiel Stefan Bielawski z Żar. – Przecież jest zapis w umowie, gdzie gmina musi wyrazić zgodę na podwykonawcę – zaznacza Józef Rubacha, burmistrz Szprotawy. – Z uwagi na zastrzeżenia, jakie miał inżynier kontraktu oraz na fakt, że wpłynęło kilka pism w tej kwestii, moja odpowiedź na tym etapie była negatywna – dodaje. Na udzielenie odpowiedzi w tej sprawie burmistrz miał 7 dni. Dodatkowo podkreśla, że 26 stycznia rozmawiał z wykonawcą, żeby ten na piśmie oświadczył, że nie będzie brał podwykonawców. – I oświadczył, że nie.

Znajomości i lewe dokumenty?

Również podczas ostatniej sesji „światło dzienne” ujrzała inna, szokująca kwestia. Zdaniem Franciszka Sitki, między nim a obecnym kierownikiem Jednostki Realizującej Projekt, miało dojść do sugestywnej rozmowy telefonicznej. Zdarzenie miało mieć miejsce po podpisaniu umowy z Funduszem, która została zawarta 20 sierpnia 2010 roku. – Po tym terminie pan Marek Sroka przedzwonił do mnie, sugerując mi wprost, żebym się nie spieszył z przeprowadzeniem drugiego etapu przetargu. Ponieważ czas nie nagli, a on ma znajomości w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska w razie czego, tą sprawę załatwi – zdradza F. Sitko. – Właściwie popełniłem błąd – przyznaje były burmistrz. Jak dalej mówi, w oparciu o tą rozmowę, nie powinienem go powołać na to stanowisko. Ale pan Sroka został wyłoniony w konkursie i odbyły się też rozmowy, gdzie uzgodniono, że jego zatrudnienie nastąpi od 1 grudnia 2011 roku. Wtedy F. Sitko ową rozmowę potraktował jako wybryk. Jednak obecnie, w wyniku tych wszystkich zdarzeń dochodzi do wniosku, że M. Sroka mając takie znajomości, załatwił „to” pismo z Funduszu. M. Sroka nie przyznaje się do zarzutów, jakie stawia mu F. Sitko. Twierdzi, że w tym czasie był poza granicami kraju. Kto kłamie? Niebawem się wyjaśni, bo jak podkreślają obaj panowie, wszystko jest do sprawdzenia.

Wyhamowanie procesu

Przysłowiowe „wbicie łopaty” miało nastąpić dwa tygodnie temu, rozpoczynając pracami związanymi z budową stacji uzdatniania wody przy ul. Młynarskiej. W tej kwestii nie można nic zarzucić gminie. To wykonawca nie odebrał placu budowy. – W środę czekaliśmy na zarząd firmy. My stawiliśmy się na miejscu o wyznaczonej godzinie, ale przedstawiciel wykonawcy nie przyjechał – informuje Marek Sroka, kierownik Jednostki Realizującej Projekt.

Głupiego robota

Jakby tego było mało, za swoistą „wisienkę na torcie”, można by uznać zeszłoroczną przebudowę ul. Kościuszki, która na dniach znów ma zostać rozkopana. Chociaż w ubiegłym roku wiadomo było, że trzeba będzie ponownie zryć ulicę, by położyć rury, władze „utopiły w błocie” 1,6 mln zł. A teraz mieszkańców czeka „powtórka z rozrywki”. Mimo zapewnień, że wykonawca odnowi drogę w ramach budowy kanalizacji i że nie poniesiemy dodatkowych kosztów z tego tytułu, to przecież i tak część pieniędzy została zmarnowana, biorąc szczególnie pod uwagę ogromne zadłużenie gminy.

Czy zawsze musi tak być, że duża inwestycja oznacza duże kłopoty? Czy to nie za dużo, jak na taką małą Szprotawę? Pozostaje teraz mocno wierzyć w to, że wreszcie już nic nie stanie na przeszkodzie w realizacji projektu. A mieszkańcy odliczać będą już nie „potknięcia”, lecz czas do finiszu inwestycji.

Edyta Jakubowska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj