Nie będą czekać

0
367

leszno gorne

Nikt o nas nie dba – żalą się mieszkańcy Leszna Górnego. Zapomnieli o nas i bagatelizują nasze problemy, a ja boję się spać we własnym domu! – skarży się Marian Świątek.

– I żadne dwa lata, teraz trzeba działać! – zgodnie twierdzą mieszkańcy. O fatalnej drodze między Lesznem Dolnym a Lesznem Górnym pisaliśmy w jednym z poprzednich numerów LOKALNEJ. Wtedy też poruszyliśmy kwestie modernizacyjne w samej wsi Leszno Górne. Okazuje się, że wymiana okien w szkole, to nie wszystko. Największą bolączką mieszkańców jest droga w samej wsi. Jednak jej remont wyznaczony jest dopiero za 2 lata. Przed tym terminem wieś na nic za bardzo liczyć nie może.

 

Ciężką sprawą dla mieszkańców jest masa tirów, która dzień w dzień przejeżdża przez Leszno Górne. – Niedawno poruszyłem tę kwestię na zebraniu mieszkańców, że trzeba postawić jakieś ograniczenia, może fotoradar. Przecież strach przejść przez pasy, tak te tiry zasuwają – dodaje pan Marian. Niby ograniczenie prędkości we wsi jest – 40 widnieje, jak byk, a i tak nikt tego nie respektuje.

Trzęsie Lesznem

Mieszkańcy boją się nawet jeździć rowerem, no chyba że po chodniku. A skutki pędzących tirów mocno odczuwają także w swoich domach. – Szklanki lecą, grzejniki trzęsą się przy ścianie. Jak te tiry „śmigają”, to słychać jeden wielki świst i huk. Tragedia. – Nawet w nocy, gdy człowiek śpi, to czuć, jak poduszka „chodzi” – denerwuje się pani Jojczyk. Razem z sołtysem mieszkańcy wysyłali kilka pism w tej sprawie.

Ale termin modernizacji drogi wyznaczono dopiero za dwa lata. Zdaniem mieszkańców, nie wytrzymają tyle. Nie wytrzymają też ich domy, które już teraz trzymają się na klamrach. – Na co mamy czekać, aż chałupa rozsypie się w czorty? Gdzie my się wtedy podziejemy? – Co mamy zrobić, chyba postawimy szlaban i nie będziemy puszczać tirów, niech jeżdżą przez las – zapowiada pani Jojczyk

Jak nie tiry, to dziury

– Już wszędzie dzwoniłam w sprawie tych dziur, nawet do Zielonej Góry – mówi Eleonora Świątek. – Pani oczywiście mnie wysłuchała i powiedziała, że sprawę załatwi. Ale nic nie ruszyło. Co prawda czasami jeżdżą z taczką, ale nic nie kleją – dodaje oburzona mieszkanka Leszna Górnego.

A dziur nie trzeba było wcale szukać, bo dziura przy dziurze, część poklejona byle jak, resztą nie tknięta. – Kleją w kratkę – podkreśla pani Eleonora. – Czy jest jakaś kontrola tych pracowników? To jakaś paranoja, że przyjeżdżają, zajmą się „zgłoszoną” dziurą, a kolejnych tuż obok, już nie ruszą. Co to ma być? – pyta rozgoryczona.

Mieszkańcy mówią, że to kolejna bezsensowna sytuacja, gdzie marnuje się pieniądze, bo po co kleić byle jak i na chwilę. Co rok, zawsze po zimie problem powraca. Czy w tym kraju nie można chociaż raz zrobić coś konkretnie?

Mieszkańcy nie wiedzą, co robić, do kogo się zwrócić. Może sprawę dziur zdołają jakoś przeboleć, ale problem tirów to dla nich sprawa życia i śmierci. – Przecież tu chodzi o nasze bezpieczeństwo – tłumaczą.

 

Edyta Jakubowska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj